Translate

niedziela, 12 sierpnia 2012

Opowieść Berserkera - Część II


Lady Selena śledziła wzrokiem opuszczającego rodzinny dom Ulfa. Gdy chłopak zniknął w cieniu kamiennej bramy, kobieta objęła nerwowo rękę męża. Nie obawiaj się kochana, nasz syn poradzi sobie, ma dobrego towarzysza i opiekuna. Mój brat nie bez powodu przysłał po Ulfa właśnie Teodorica. Selena wtuliła się w masywne ciało Arnulfa, a on czule ją pocałował.   

Jeźdźcy mozolnie przemierzali brukowane uliczki miasta. Po drodze mijali natrętnych kupców oraz wiecznie zabieganych mieszczan. Pokonywanie labiryntu wąskich uliczek nie należało do przyjemności. Podróżnicy, musieli bardzo uważać na kaprawych złodziejaszków czających się sakiewki rozstrzepanych podróżnych oraz na wstrętne pomyje, które mieszczanie zwykli wylewać bezmyślnie z okien wprost na zatłoczone ulice. Po godzinie jazdy dotrali do oberży pod Szarym Wilkiem. Był to ulubiony szynk gminu i mieszczan. Wejścia strzeglo dwóch potężnie zbudowanych dryblasów, a z okien oberży machały wdzięcznie do przechodniów młode kurtyzany zapraszając ich na chwilę zapomnienia i rokoszy. Chłopak zauważył, że towarzysz podróży skupił całą uwagę na skąpo ubranych kobietach, które puszczały oczka i machały do niego zalotnie. Zerkając ukradkiem w stronę okien Ulf wypatrzył przepiekną blondynkę, która posyłała rycerzowi całusy. Chłopak natychmiast zrozumiał dlaczego Teodoric nie mógł oderwać oczu od okna oberży. Po chwili zadumy Teodoric otrząsnął się i ponownie skoncentrował całą uwagę na przebijaniu się przez zatłoczoną ulicę.

Przejechali kilka brukowanych uliczek i dotarli do dzielnicy składającej się z szeregów niskich kamiennych domów. Wszystkie domostwa były bardzo podobne do siebie i widać było, że właściciele bardzo o nie dbali. Strzecha pokrywająca dach żółciła się w blasku słońca a większość domów miała przed gankiem kwietny ogródek lub niewielki warzywniak. Rycerz odezwał się do Ulfa. Chłopcze przejeżdzamy przez dzielnicę rzemieślinków. Widzisz te kominy. Wskazał ręką dachy kilku okolicznych budynków. Tutaj w pracowniach wykonuje się broń, pancerze i strzały. Te domy, które mijamy to kwatery czeladników i młodszych rzemieślników pracujących w okolicznych warsztatach. Znam osobiście kilku dobrych kowali działających w tej okolicy. Kilka dni temu odbierałem tutaj nowy sztylet. Teodoric, szybkim ruchem wyciągął broń z pochwy i podał ją do obejrzenia towarzyszowi. Zobacz chłopcze prosta i dobra robota. Sztylet to użyteczna broń w walce na bardzo krótkim dystansie.Nie raz dzięki niemu uniknąłem śmierci z ręki wroga. Długie cienkie ostrze potrafi przebić nawet dobrej jakości kolczugę zostwiając po sobie głęboką paskudną ranę. Ulf przyjrzał się sztyletowi. ostrze było stosunkowo cienkie, przypominało miniaturowy szpikulec do kruszenia lodu. Ulf z czystej ciekawości dotknął ostrego końca palcem. Sztylet był diabelnie  ostry. Młodzieniec poczuł ukłucie a po chwili zobaczył jak z placa wypływa powoli kropelka krwi. Ulf oddał broń właścicielowi mówiąc. Panie dobrze wywarzony i piekielnie ostry. Może jak dotrzemy do obozu to sprawię sobie podobny. Teodoric lekko się uśmiechnął, zgarnął z ręki chłopaka sztylet. Patrz synu w oddali widać smukłą sylwetkę kamiennej baszty, która strzeże miasta od północy. Teodoric powiedział to z nieukrywaną radością, wyszczeżając zęby w uśmiechu. Widzę, wieża nazywa się wilczym okiem i strzeże północnego wjazdu do miasta. W zeszłym roku pomagałem żołnierzom namiestnika naprawiać basztę. Pracowałem na najwyższym poziomie i powiem, ze widok na okoliczne puszcze i doliny wprost oszołamia.

Teodoric mocniej ścisął lejce. Niedługo powinniśmy przekroczyć mury miasta. Rzekł z entuzjazmem rycerz. Zakosztujesz synu odrobinę przygody. Ulf po raz pierwszy opuszczał miasto samodzielnie to znaczy bez ojca i jego gwardzistów. Obawa i lęk przez chwile zmąciły umysł chłopaka. Bał sie podróży chociaż próbował się do tego nie przyznawać nawet przed samym sobą. Słyszał wiele strasznych historii od podróżników przybywających do miasta. Jeden kupiec opowiadał o skalistych górach i bandytach czekających na okazję by poderżnąć gardła podróżnym. Łowca z południa opowiadał o upiorach, które nawiedzały dawne pola bitew łaknąc zemsty i krwi żywych. No cóż, Ulf nie należał do lękliwych chłopaków z północy. W końcu był czystej krwi barbarzyńcą, do tego pomimo młodego wieku był potężniej zbudowany od jadącego z boku opiekuna. Wiedział, że jest silny, ojciec zawsze mu to powtarzał i zawsze w niego wierzył. Młodzieniec najbardziej na świecie obawiał się hańby jaką mógłby przynieść rodzinie, a do tego absolutnie nie mógł dopuścić. Zacisnął zęby i ruszył śladem Teodorica w stronę pólnocnej bramy miasta.

  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz