Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowiadania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowiadania. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 sierpnia 2013

Opowieść Berserkera część IV

Dwaj jeźdzcy w szybkiem tempie zbliżali się do niewielkiego miasteczka. Pędzili przez brukowany królewski gościniec jakby gonił ich sam diabeł. Słońce chowało się za horyzontem i za nimi zapadały nocne ciemności. Gniady koń jako pierwszy podjechał pod zamkniętą drewnianą bramę. Rycerz ubrany w strój gwardzisty z gracją zeskoczył z grzbietu wierzchowca. Teodoric stanął pod bramą i wezwał straż donośnym głosem do otwarcia wrót. Dwaj strażnicy uzbrojeni w kusze wyłonili się za kamiennego muru a dwóch następnych wyszło przez z lekka uchyloną bramę na gościniec. Rycerz cofnał się kilka kroków. Takiego powitania się nie spodziewał. Wartownicy z pochodniami w dłoniach ostrożnie zbliżali się do podróżnych. Kim jesteście zapytał brodaty siwiejący z lekka żołdak. Teodoric uśmiechnał się nonszlancko i rzekł z przekąsem. Jestem starym przyjacielem Eduarda Aureliona, a do tego kapitanem gwardii królewskiej. Mój przyjaciel to Ulf, razem podążamy na północ. Czy teraz możemy wreszcie wejść do osady żołnierzu - powiedział lekko kpiącym głosem Teodoric. Drugi strażnik skinął głową i wskazał ręką na bramę. Kusznicy weszli do  niewielkiej wieży i stamtąd otworzyli wrota. Wybacz nam szlachetny panie, ale ostatnimi czasy okolica naszego miasteczka stała się niebezpieczna. W ciągu dwóch tygodni zaginęło kilku mieszkańców oraz rodzina wieśniaków zamieszkująca domostwo tuż za miedzą. Nie odnaleźlismy zwłok uprowadzonych. Nasze patrole znalazły za to leżące na gościńcu zakrawione ubrania należące do zaginionych. Zorganizowane poszukiwania zakończyły się fiaskiem. Wyobraź sobie Panie, że trzy osoby zniknęły ze swych domów najprawdopodobniej w środku nocy. W osadzie zapanował strach i stąd nasza wzmożona ostrożność Panie.
Dowódca podejrzewa, że w okolicy zagnieździł się morderca. Jednak nie ma żadnych dowodów na potwierdzenie tej teorii. W miasteczku kapitan wprowadził stan wyjątkowy, warty w nocy zostały podwojone. Teodoric uśmiechnał się życzliwie i położył rękę na ramieniu strażnika. Dobrze się spisaliście. Poprowadźcie nas do mego przyjaciela.

 Ulf wjechał do miasteczka na grzbiecie zmęczonego Dragi. Teodoric gestem dłoni nakazał młodzieńcowy zeskoczenie z siodła. Ulf posłusznie wykonał polecenie. Zmęczeni podróżą wojownicy odprowadzili konie do miejskiej stajni. Ulf podszedł do rudowłosego stajennego chłopca i zmierzył go zimnym spojrzeniem. Jak się nazywasz chłopcze - zapytał. Chris Panie. Barbarzyńca sięgnął do sakiewki i podał rudzielcowi srebrną monetę. Dobrze zaopiekujcie się naszymi wierzchowcami bo dziś dostały od nas nieźle w kość - powiedział do dzieciaka. Chris ukłonił się i szybko schował zapłatę do kieszeni lnianych spodni. Po chwili pojawił się z workiem owsa. Ulf miał nadzieję, że Draga nabierze sił przed dalszą podróżą.

Gwardzista poprosił starszego ze strażników, żeby wskazał drogę do głównej kwatery straży. Żołnierz drapiąc się po brodzie zaproponował, że osobiście zaprowadzi przybyszów przed oblicze kapitana. Rycerz z aprobatą skinął głową. Ruszyli przez powolnie zatapiające się w mrokach nocy uliczki w stronę centrum mieściny.

Nad osadą rozpościerały się ciemności. Młodzieniec przemierzając główny trakt przyglądał się mijanym domostwom. Większość składała się z dwóch poziomów i  była zbudowana z szarego kamienia. Dachy budynków były spadziste a pokrywały je gliniane dachówki. Wnętrza niektórych mieszkań były oświetlone delikatnie, migającym blaskiem świec. W innych natomiast panowały kompletne ciemności a drewniane okiennice były szczelnie zatrzaśnięte. Główne uliczki miasteczka oświetlano za pomocą oliwnych latarnii. Latarnie stały rzędem w odległości kilkanaście metrów od siebie. Niektóre z nich nie zostały jeszcze zapalone lub lekko sie tliły. Oliwa szybko się wypalała. Zazwyczaj jeden ze strażników patrolujących ulice był zaopatrzony w sprzęt niezbędny do ponownego odpalania latarni. Ulf wiedział, że wartownicy w Wolfgardzie wszelkimi sposobami starali wykręcić się od tego obowiązku. Barbarzyńca idąć w milczeniu, przysłuchiwał się opowieści snutej przez strażnika. Teodoric chciał znać więcej szczegółów dotyczących tajemniczych zniknięć i zadawał rozmówcy mnóstwo pytań. Młodzieńca przeszły ciarki a mrok nocy wokół niego wydawał sie gęstnieć. Tej nocy próżno było wypatrywać gwiazd na niebie. Skłębione chmury niczym pogrzebowy całun całkowiecie oplotły nieboskłon.

Wartownik cały czas prowadził towarzyszy głównym traktem w kierunku kamiennej wartowni, do której przylegały zbrojownia, zakład kowalski, kuźnia oraz niewielka stajnia. Na parcelach sąsiadujących z siedzibą straży znajdował się ratusz oraz piękna wybudowana z białego marmuru świątynia jedynego prawdziwego boga Kreatora.

Miasteczko nieoczekiwanie zaatakowały krople deszczu. Z minuty na minutę sytuacja pogarszała się. Po chwili z nieba lały się rzęsiste strugi deszczu. Przewodnik złorzecząc zakrył kapturem metalowy hełm. Pozostali meżczyźni spoglądali na niego z nieukrywaną nutą zazdrości. Teodoric przyspieszył kroku. marzył o tym by jak najszybciej ogrzać się w kwaterze straży. Po kilku minutach forsownego marszu trójka przemoczonych do suchej nitki włóczęgów dotarła do celu... 

Na zdjęciu wood elf Sentinel z gry bitewnej Władca Pierścieni, lekko zmodyfikowany. Zamieniłem elfce zakrzywione ostrze na prosty żołnierski miecz. Figurkę umieściłem na żywicznej podstawce. Elfkę malowałem przeszło rok temu. Wreszcie postanowiłem dodać jej zdjęcie na blog. Maznąłem elfkę w odcieniach fioletu, ponieważ stanowi ona uzupełnienie oddziału gwardzistów arcybiskupa Ulthera De'Monde. Oddział gwardii nosi nazwę "Synowie Kreatora" i służy gorliwie wyzmawcom jedynego prawdziwego boga Erath. Gwardziści gorliwie i bez litości tępią wszelkie objawy herezji.










   

                                   

sobota, 25 maja 2013

Opowieść Berserkera Część III

Draga dzielnie dotrzymywał kroku gniadoszowi Teodorica. Rycerz i jego młody podopieczny mijali złocące się pola i soczyste zielone łąki. Powoli zarys wielkiego miasta znikał za horyzontem. Gdy wjechali na pobliskie wzgórze Ulf zatrzymał wierzchowca i przez ramię spojrzał za siebie. Zdawał sobie sprawę, że od tej chwili może liczyć jedynie na siebie i na dobrą wolę swego opiekuna.

Teodoric zsiadł z gniadosza i siągnął do torby po mapę. Rycerz chciał znaleźć odpowiednie miejsce na postój. Wiedział, że to pierwsza daleka podróż Ulfa więc nie chciał, za bardzo strudzić chłopaka. Jeździł palcem po mapie i chrzakał do siebie. Ulf oparł się plecami gruby pień wielkiego, rozłorzystego drzewa i czekał cierpliwie na informacje. Teodoric zastanawiał się czy odpocząć w tawernie pod Rączym jeleniem, po chwili podjął inną decyzję. Wybrał posterunek straży w pobliskiej wsi. Teodoric znał dobrze dowódcę straży Eduarda Aureliona. Kapitan był przyjacielem rycerza jak również weteranem królewskiej armii. Gwardzista zawołał do siebie chłopaka i wskazał na mapie miejsce do, którego mieli się udać. Musimy przed zmierzchem dotrzeć do Czarnego Żródła, tam ugości nas mój dawny druh - rzekł Teodoric. Ulf uśmiechnął się z aprobatą. Odległość, którą mieli pokonać na szczęście nie wymagała forsowania wierzchowców. Chłopak miał nadzieję, że podczas wieczerzy będzie mógł posłuchać ciekawych opowieści. Teodoric schował pergamin do skórzanej torby. Niech konie jeszcze przez chwilę odpoczną - spokojnie powiedział do chłopaka. Ulf spojrzał na Dragę, który wchłaniał żarłocznie soczystą trawę. Przez moment patrzył na umięśnione zwierzę, które powoli przemieszczało się z miejsca na miejce szukając odpowiednio smacznych kąsków. Panie czy możesz mi opowiedzieć coś więcej o służbie w gwardii królewskiej - zapytał nieśmiało młodzian. A co chcesz wiedzieć odparł uprzejmie Teodoric. Słyszałem od ojca, że gwardia walczyła z baronem Luciusem DeVorth w okresie buntu baronów. Podobno w bitwie nad Księżycowym jeziorem gwardia i berserkerzy zadali wojskom buntowników potężna klęskę. Rycerz spojrzał przenikliwie na chłopaka po czym odrzekł - Tak Ulfie gwardia popisała się tam odwagą, a berserkerzy dokonali w polu prawdziwych cudów. Jednak to długa opowieść o mrocznym okresie dla naszego królestwa. Jak nadarzy się odpowiednia okazja opowiem ją ze szczególami. Każdy gwardzista powinien znać historię tej bitwy. Spędzimy na wzgórzu kilka chwil więc może opowiedz coś o sobie. Czeka nas długa droga i warto lepiej się zapoznać. Teodoric zasiadł na pobliskiem pniu i z zadumaną miną oparł obie dłonie na głowni miecza. Spoglądał na Ulfa oczekując odpowiedzi na pytanie. Młodzian przycupnął na przeciwko rycerza i rozpoczął opowieść...

 



                                

środa, 22 sierpnia 2012

Z kronik królestwa Sindreil - Elfowie z Drak'Thar

Elfowie z Drak'thar - Rozdział I - Potęga

W zamierzchłych czasach legiony elfów wysokiego rodu próbowały skolonizować kontynent Erath, wielkie wyspy oraz mniejsze archipelagi oblane czarnym oceanem. Wojska elfów niewoliły pozostałe rasy, wymuszając posłuszeństwo za pomocą brutalnej siły. 

W czasach kolonizacji na wyspę Morn przybył kontyngent elfów pod wodzą walecznego i bezwzględnego Księcia Theriona Moork'a. Elfowie, którzy towarzyszyli księciu należeli do dumnego rodu Silverin. Jak większość swych braci byli pyszni i zadufani w sobie.

Wojownicy elfów na polu bitwy nie mieli sobie równych, a magowie dysponowali wielkim talentem do czarowania. Książe Therion od dziecka uczył się magii. Potrafił tkać skomplikowane i potężne zaklęcia, którymi wspomagał swych braci w walce. Elfowie założyli wśród skalistych szczytów Smoczych Gór posterunek, który przekształcił się w warowne miasto nazwane Drak'thar - Smoczy Cień. Miasto rosło w siłę, a wojowniczy Elfowie sukcesywnie podbijali barbarzyńskie plemiona zamieszkujące okoliczne równiny. 
W ciągu kilku lat podporządkowali sobie górskie tereny oraz równiny leżące w najbliższym sąsiedztwie Smoczych Gór. Podbój odbył się bez zbędnego rozlewu krwi. Therion od podbitych barbarzyńskich osad żądał jedynie zaopatrzenia Drak'thar w żywność, surowce i niewolników.  

Kawalerzysta Elfów Wysokiego Rodu z łukiem  
Książę był pragnął nowych zdobyczy terytorialnych. Zgromadził armię i zaplanował podbój ziem leżących za rwącą rzeką, którą nazwał Thamilion. Rządni zdobyczy dowódcy elfów poparli swego władcę i w pośpiechu rozpoczęli przeprawę. Książę nie spodziewał się żadnego zagrożenia, uważał, że w okolicy nie ma siły, która mogłaby zagrozić jego wojskom. 

Po drugiej stronie rzeki na elfów czekały zastępy barbarzyńców. Doszło do wielkiej bitwy. Posępni barbarzyńcy uzbrojeni w topory i wielkie miecze wściekle rzucili się na szeregi elfiej armii, która porządkowała szyki po przeprawie. Szarże barbarzyńców rozbijały kolejno regimenty elfów. Niechlujnie i pospiesznie ustawione szyki żołnierzy Theriona załamywały się pod naporem ataków, nie były w stanie skutecznie ze sobą współdziałać. Łucznicy nie mogli wykorzystać siły potężnych łuków. Widząc nieuchronną klęskę książę nakazał odwrót w stronę miasta. Dzięki potężnej magii stworzył nad korytem rzeki lodowy most, aby  uciekające w panice regimenty zdołały przedostać się na drugi brzeg. Zwycięscy barbarzyńcy nie ścigali pokonanych. Skalane hańbą oddziały Theriona Moorka rozpoczęły forsowny marsz w stronę miasta. Therion z grupą gwardzistów obserwował jak barbarzyńcy na pobojowisku dobijają rannych elfów, a na sztandarach wojennych zatykają ich odcięte głowy. Książę rodu Silverin zaprzysiągł barbarzyńskim ludziom krwawą zemstę. W ten sposób rzeka Thamilion stała się niepisaną granicą między księstwem Theriona Moorka a klanami barbarzyńców.   

Kawalerzysta Elfów Wysokiego Rodu z łukiem
     
Po powrocie do miasta Moork skupił się na rozbudowie infrastruktury. Therion nie otrzymał z kontynentu żadnych posiłków. Sytuacja uległa poprawie, gdy w górach odkryto żyły srebra, malachitu i adamentydu. Handel surowcami przynosił zysk. Therion zdołał sfinansować kilka kuźni i sprowadził z rdzennych ziem elfów nowych osadników.

Podczas pogłębiania jednego z szybów górnicy odkryli głęboką skalną szczelinę, która prowadziła do systemu tuneli wydrążonych bezpośrednio pod miastem .W mrocznych podziemiach ekspedycja odnalazła wielką pieczarę, w której znajdowały się ruiny cytadeli oraz tajemnicze miejsce kultu. Książę Moork wraz z niewielkim oddziałem gwardzistów postanowił zbadać tajemnicze korytarze. 

Grupa dowodzenia Elfów Wysokiego Rodu
Therion z pochodnią w rękach przemierzał mroczne tunele. Pod nogami księcia chrzęściły kości setek zmurszałych szkieletów dla których podziemia stanowiły miejsce wiecznego spoczynku. Kamienne komnaty były przestronne, na ścianach znajdowały się wytarte pozostałości po malowidłach oraz freskach. Jedna z sal skrywała w ciemnościach posępny kamienny tron, na którym spoczywał szkielet. Dawny właściciel czarnego tronu został przybity do swej własności wielkim oburęcznym mieczem. Therion zauważył, że czaszkę umarłego zdobi pokryty pajęczynami diadem. Książę bez wahania ściągnął go z czerepu kościeja. Z nieukrywanym obrzydzeniem przetarł przedmiot z brudu. Po oczyszczeniu zobaczył z jak piękną błyskotką ma do czynienia. Diadem ozdobiony był ciągiem cudownie rzeźbionych symboli a w jego obręczy osadzony został wielki krwawnik. Przedmiot był fascynujący i elf postanowił się nim zaopiekować.

Książę stanął przed rozłupanymi kamiennymi wrotami, prowadzącymi do wnętrza zrujnowanej świątyni.Wewnątrz mieściły się szczątki sanktuarium.Cała posadzka gigantycznego pomieszczenia była pokryta zmiażdżonymi szkieletami oraz odłamkami głazów. Na środku stał wieki kamienny zikkurat, który oplatały wokół setki stromych schodów. Tuż pod schodami leżał skruszony portal. W momencie świetności opierał się na dwóch kolumnach, których strzaskane pozostałości obecnie szpeciły posadzkę. Moork zauważył na jednym z odłamanych kawałków łuku wejściowego znajduje się pęknięty kawałek herbu, który przedstawiał skrzydło i smoczy ogon. Książę elfów trzymając w dłoni diadem oraz pochodnię powoli wdrapywał się na podwyższenie


Grupa dowodzenia Elfów Wysokiego Rodu 

Therion wszedł na szczyt zikkuratu i zauważył wielki filar. Elf oświatlił go pochodnią. Filar okazał się pięknie zdobionym piedestałem, który został wykonany z olbrzymiej smoczej kości. Kość pokryta była siatką drobnych znaków runicznych, identycznych jak te, które widział na obreczy diademu. Książę usłyszał błaganie dobiegające z ciemności, które po chwili zamieniło się w krzyk i wtedy przeszył go straszliwy ból. Coś wtargnęło do jego świadomości. Elf utracił kontakt z rzeczywistością. Nie był w stanie zapanować nad własnymi odruchami. Ręka, w której trzymał diadem uniosła się w górę. Nie potrafił jej powstrzymać. Po chwili diadem znalazł się na jego głowie. 

Siła, która przez chwilę zniewoliła jego ciało zniknęła. Elf próbował ściągnąć diadem, ale wszelkie akcje okazały się bezskuteczne. Za każdym razem gdy zbliżył dłonie do obręczy ta mocniej zakleszczała się na jego czole powodując dotkliwy ból. Therion spróbował rzucić zaklęcie, ale diadem skutecznie zablokował jego czarodziejskie talenty. Moork nie mógł wykrztusić z siebie nawet pojedynczego zaklęcia. Zrezygnowany próbował wezwać na pomoc swych gwardzistów. Wołał ich z całych sił jakie miał, jednak na próżno, nikt nie odpowiedział na wezwanie. Therion poczuł dreszcze, zaczął się bać. Elf żałował swej lekkomyślności i pragnął uciec z tego przeklętego miejsca. W momencie zwątpienia w ciemności usłyszał kobiecy głos wywołujący jego imię.


Therion nie widział absolutnie nic. Chciał sięgnąć po pochodnię jednak ta w trakcie próby zdjęcia diademu spadła z podwyższenia i zniknęła w ciemnościach. Elf czuł wściekłość i niemoc. Słyszał wyraźnie, że szept wydobywał z okolicy kościanego piedestału. Żałował, że stracił pochodnię ostrożnie na czworakach przesuwał się w stronę źródła dźwięku. Książę minął piedestał i natrafił na niewelkie rumowisko. Był przekonany, że właśnie spod pokruszonych niewielkich skał wydostaje się wołanie. 

Moork zaczął odgarniać kamienie. Ku zdziwienu elfa krwawnik zaczął pulsować czerwonym światłem. Magiczny kamień oświetlił Therionowi rozgrzebaną stertę kamieni. Z trudem zdołał odepchnąć parę większych kamiennych brył, ale dzięki temu odnalazł szkielet filigranowej kobiety. W zakleszczonych rękach nieboszczki znajdowała się zakurzona księga. Szept poprosił Theriona aby wziął księgę. Czarodziej posłuchał się i wyrwał z wielką siłą przedmiot z zaciśniętych rąk szkieletu. Tępy trzask kruszących się kości rozniósł się tępym echem po całej sali. 


Kościani Łucznicy - Nieumarli

Therion przyjżał się księdze, okładka była okuta czterema metalowymi zamkami. Na każdym zamku widniała runa. Therion czuł, że księga została zapieczętowana potężną magią. W głowie ponownie usłyszał kobiecy szept. Tym razem nie rozumiał słów, mowa którą się posługiwała była mu zupełnie obca. Szept zamienił się w cichy śpiew. Elf poczuł ulgę, pod wpływem głosu diadem zwolnił uścisk i zsunął się z głowy elfa. Therion nie zdążył zareargować. Zaklęty przedmiot uderzył w posadzkę i rozpadł się na setki fragmentów. Mag poczuł jak w jego ciało zaczyna się wlewać fala energii. Czuł się wszechpotężny. Jego umysłem zawładnęła pieśń, która mamiła go wieloma obietnicami. Oferowała mu nieśmiertelność, wielką potęgę, ukazywała zwycięskie bitwy oraz chwałę jakiej Therion miał w przyszłości doświadczyć. Dźwięczny głos namawiał Theriona do złamania magicznych pieczęci i zapoznania się magią jaka  była zapisana w księdze. Therion nie pozostał obojętny na zasłyszane słowa. Zapragnął posiąść wiedzę zgromadzoną w księdze i zabrał ją do komnat swego pałacu. Opuszczając sanktuarium nie zwrócił uwagi na okaleczone zwłoki pałacowych gwardzistów, których delikatnym mięsem zaczynały rozkoszować się miejscowe szczury.

niedziela, 12 sierpnia 2012

Opowieść Berserkera - Część II


Lady Selena śledziła wzrokiem opuszczającego rodzinny dom Ulfa. Gdy chłopak zniknął w cieniu kamiennej bramy, kobieta objęła nerwowo rękę męża. Nie obawiaj się kochana, nasz syn poradzi sobie, ma dobrego towarzysza i opiekuna. Mój brat nie bez powodu przysłał po Ulfa właśnie Teodorica. Selena wtuliła się w masywne ciało Arnulfa, a on czule ją pocałował.   

Jeźdźcy mozolnie przemierzali brukowane uliczki miasta. Po drodze mijali natrętnych kupców oraz wiecznie zabieganych mieszczan. Pokonywanie labiryntu wąskich uliczek nie należało do przyjemności. Podróżnicy, musieli bardzo uważać na kaprawych złodziejaszków czających się sakiewki rozstrzepanych podróżnych oraz na wstrętne pomyje, które mieszczanie zwykli wylewać bezmyślnie z okien wprost na zatłoczone ulice. Po godzinie jazdy dotrali do oberży pod Szarym Wilkiem. Był to ulubiony szynk gminu i mieszczan. Wejścia strzeglo dwóch potężnie zbudowanych dryblasów, a z okien oberży machały wdzięcznie do przechodniów młode kurtyzany zapraszając ich na chwilę zapomnienia i rokoszy. Chłopak zauważył, że towarzysz podróży skupił całą uwagę na skąpo ubranych kobietach, które puszczały oczka i machały do niego zalotnie. Zerkając ukradkiem w stronę okien Ulf wypatrzył przepiekną blondynkę, która posyłała rycerzowi całusy. Chłopak natychmiast zrozumiał dlaczego Teodoric nie mógł oderwać oczu od okna oberży. Po chwili zadumy Teodoric otrząsnął się i ponownie skoncentrował całą uwagę na przebijaniu się przez zatłoczoną ulicę.

Przejechali kilka brukowanych uliczek i dotarli do dzielnicy składającej się z szeregów niskich kamiennych domów. Wszystkie domostwa były bardzo podobne do siebie i widać było, że właściciele bardzo o nie dbali. Strzecha pokrywająca dach żółciła się w blasku słońca a większość domów miała przed gankiem kwietny ogródek lub niewielki warzywniak. Rycerz odezwał się do Ulfa. Chłopcze przejeżdzamy przez dzielnicę rzemieślinków. Widzisz te kominy. Wskazał ręką dachy kilku okolicznych budynków. Tutaj w pracowniach wykonuje się broń, pancerze i strzały. Te domy, które mijamy to kwatery czeladników i młodszych rzemieślników pracujących w okolicznych warsztatach. Znam osobiście kilku dobrych kowali działających w tej okolicy. Kilka dni temu odbierałem tutaj nowy sztylet. Teodoric, szybkim ruchem wyciągął broń z pochwy i podał ją do obejrzenia towarzyszowi. Zobacz chłopcze prosta i dobra robota. Sztylet to użyteczna broń w walce na bardzo krótkim dystansie.Nie raz dzięki niemu uniknąłem śmierci z ręki wroga. Długie cienkie ostrze potrafi przebić nawet dobrej jakości kolczugę zostwiając po sobie głęboką paskudną ranę. Ulf przyjrzał się sztyletowi. ostrze było stosunkowo cienkie, przypominało miniaturowy szpikulec do kruszenia lodu. Ulf z czystej ciekawości dotknął ostrego końca palcem. Sztylet był diabelnie  ostry. Młodzieniec poczuł ukłucie a po chwili zobaczył jak z placa wypływa powoli kropelka krwi. Ulf oddał broń właścicielowi mówiąc. Panie dobrze wywarzony i piekielnie ostry. Może jak dotrzemy do obozu to sprawię sobie podobny. Teodoric lekko się uśmiechnął, zgarnął z ręki chłopaka sztylet. Patrz synu w oddali widać smukłą sylwetkę kamiennej baszty, która strzeże miasta od północy. Teodoric powiedział to z nieukrywaną radością, wyszczeżając zęby w uśmiechu. Widzę, wieża nazywa się wilczym okiem i strzeże północnego wjazdu do miasta. W zeszłym roku pomagałem żołnierzom namiestnika naprawiać basztę. Pracowałem na najwyższym poziomie i powiem, ze widok na okoliczne puszcze i doliny wprost oszołamia.

Teodoric mocniej ścisął lejce. Niedługo powinniśmy przekroczyć mury miasta. Rzekł z entuzjazmem rycerz. Zakosztujesz synu odrobinę przygody. Ulf po raz pierwszy opuszczał miasto samodzielnie to znaczy bez ojca i jego gwardzistów. Obawa i lęk przez chwile zmąciły umysł chłopaka. Bał sie podróży chociaż próbował się do tego nie przyznawać nawet przed samym sobą. Słyszał wiele strasznych historii od podróżników przybywających do miasta. Jeden kupiec opowiadał o skalistych górach i bandytach czekających na okazję by poderżnąć gardła podróżnym. Łowca z południa opowiadał o upiorach, które nawiedzały dawne pola bitew łaknąc zemsty i krwi żywych. No cóż, Ulf nie należał do lękliwych chłopaków z północy. W końcu był czystej krwi barbarzyńcą, do tego pomimo młodego wieku był potężniej zbudowany od jadącego z boku opiekuna. Wiedział, że jest silny, ojciec zawsze mu to powtarzał i zawsze w niego wierzył. Młodzieniec najbardziej na świecie obawiał się hańby jaką mógłby przynieść rodzinie, a do tego absolutnie nie mógł dopuścić. Zacisnął zęby i ruszył śladem Teodorica w stronę pólnocnej bramy miasta.

  


niedziela, 1 lipca 2012

Opowieść Berserkera - część I

Matka ze łzami w oczach żegnała swego jedynego syna Ulfa. Młodzieniec został wybrany przez namiestnika na szkolenie wojenne w centalnym królestwie. Ulf spakował wszystkie niezbędne rzeczy w kilka pokaźnych tobołków, które przypiął do boków swego wierzchowca Dragi. Na plecach miał przewieszony podarunek od ojca oburęczny miecz, który nazwał krogulecem. Ulf pożegnał się z roztrzęsioną matkę i uścisnął potężną dłoń swego ojca Arnulfa. Błękitne oczy ojca były pełne dumy, że Ulf dołącza do oddziału berserkerów. Ojciec patrząc na młodzieńca rzekł - Bądź mężny synu zawsze pamiętaj kim jesteś i skąd pochodzisz. Nie strać honoru i dbaj o miecz. On zapewni ci zwycięstwo i nie raz uratuje życie. Czarnowłosy młodzieniec skinął głową i wykrztusił z siebie - Do zobaczenia ojcze możesz być pewien, że nie sprawię zawodu. Matko nie obawiaj się za kilka wiosen powrócę do domu a wtedy wstąpię do gwardii wuja - namiestnika. Ulf odwócił się i pewnym krokiem ruszył w stronę ukochanego rumaka, który nerwowo na lewo i prawo łypał oczyma. Ulf szybko starł łzy, które powoli spływały po policzkach. Będę za wami tesknić wyszeptał bardzo cicho, po czym zasiadł dumnie na grzbiecie Dragi.

Od strony kamiennej bramy, w kierunku chłopaka powoli zbliżał się konny wojownik odziany w długą błękitną tunikę. Twarz nieznajomego zakrywał hełm królewskiej gwardii. Mężczyzna zatrzymał się kilka metrów od młodego rekruta. Zdjął z głowy metalowy hełm. Podniósł prawą dłoń w geście powitania. Przystojna pociągła twarz nieznajomego przeorana była wieloma płytkimi bliznami. Przybysz zręcznie zeskoczył z wierzchowca po czym ukłonił się nisko przed Arnulfem i lady Seleną. Witajcie nazywam się Teodoric z Turth, zgodnie z rozkazami przyjechałem po Ulfa. Namiestnik prosił, żeby w czasie podróży baczyć na chłopaka i bezpiecznie odeskortować go na płaskowyż Ered-Muln do fortu gwardii królewskiej. Teodoric spojrzał na młodzieńca siedzącego na koniu i rzekł. Mniemam, że Ulf to ten młodzieniec. Sprawdź bagaże i konia synu, bo czeka nas bardzo długa i trudna podróż - powiedział głośno nienagannym pólnocnym akcentem. Rycerz zmierzył wzrokiem potężnie zbudowanego Arnulfa i z uśmiechem powiedział. Nie martw się Panie gwardia królewska porwie stąd chłopca a zwróci wam prawdziwego mężczyznę. W naszym oddziale szkoli się dziewięciu berserkerów, a dziesiątym będzie wasz syn Panie. Arnulf skinął głową i swą wielką niedźwiedzią dłoń położył na ramieniu Teodorica. Opiekuj się moim synem co prawda umie posługiwać się mieczem ale jeszcze nie jest tak dobry w fechtunku jak sądzi - powiedział cicho aby słowa nie doszły uszu syna. Nie martw się panie włos mu z głowy nie spadnie. Za siedem, może osiem dni dotrzemy do fortu. Panie czy chłopak kiedykolwiek brał udział w tak dalekiej podróży? Nie to jego piewsza wyprawa - z zatroskaniem odparł Arnulf i dodał. Dobrze, że będziesz mu towarzyszył. Teodoric podał dłoń Arnulfowi i powiedział. Do zobaczenia panie, nie martw się o syna, jak tylko dotrzemy do fortu niezwłocznie wyślę do was pocztowe ptaszysko. Uścisnąwszy dłoń wielkiego barbarzyńcy rycerz szarnacko ujął dłoń Lady Seleny musnał ją ustami i powiedział delikatnym tonem głosu - Pani ze mną wasz syn bezpiecznie przetszyma podróż na północ. Obiecuję. Tak jak mówiłem mężowi jak tylko przybędziemy do fortu wyślę do Wolfgardu wiadomość. Kobieta, potrząsnęła głową w geście zrozumienia, ale nie mogła przez łzy wyksztusić z siebie słowa. Rycerz odstąpił od rodziców swego podopiecznego, nisko się ukłonił i sprężystym krokiem udał się w kierunku młodego meżczyzny, które poprawił ułożenie bagaży. Teodoric zerknął na Dragę i powiedział do Ulfa. Synu koń wygląda zdrowo, widać, że dbasz o niego. Sprawdził jeszcze każdy pasek i mocowanie, by mieć pewność czy Ulf dobrze upiął na rumaku bagaże. Zacisnął kilka pasków i rzekł. Chłopcze już czas. Wyruszamy w drogę do Ered-Muln.


Upiorny rycerz 

Upiorny rycerz
Powyżej dwie ostatnio pomalowane metalowe figurki armii umarłych z systemu bitewnego Lord of the rings. 
Wspaniale wyglądają w zwyczajnym malowaniu, chociaż jako duchy też mogłby prezentować się fajnie. 
Poniżej pomalowana i definitywnie zakończona ekipa czterech upiornych rycerzy.  

Oddział Upiornych Rycerzy