Translate

niedziela, 21 września 2014

Fallout - Jane

Jane urodziła się post nuklearnej rzeczywistości. Świat, który poznała był ponurym pogorzeliskiem, które niczym demoniczna hybryda konsumowała ludzkie życie. Jej rodzice byli lekarzami, mieszkali w Little Creek, gdzie założyli lecznicę. Sprawowali medyczną opiekę nad mieszkańcami z całego rejonu. Jednak ci, których na co dzień ratowali nie zdobyli się na odwagę by w momencie potrzeby stanąć w ich obronie. Gangsterzy zamordowali jej rodziców podczas napadu na miejscowy barak nazywany kliniką. Jane miała szczęście, bo przygarnął ją wujek Emmet, bardzo dobry przyjaciel jej ojca. Emmet był doświadczonym rangerem i zarazem prawym, wyważonym człowiekiem. Uczył Jane obchodzenia się z bronią białą oraz palną. Dziewczyna chłonęła wiedzę i zdobywała kolejne umiejętności. Po kilku latach radziła sobie z narzędziami śmierci nie gorzej od nauczyciela. Emmet był pełen podziwu dla umiejętności swej uczennicy i żartobliwie zaczął ją nazywać "zabójczym aniołkiem". Jane była doskonałym strzelcem. Po mistrzowsku walczyła wręcz. Precyzyjnie rzucała nożem. Za każdym razem gdy celowała w tarczę, wyobrażała sobie, że zamiast niej znajduje się tam jeden z łotrów odpowiedzialnych za zabójstwo jej rodziców. Pewnego dnia na spokojne miasteczko napadła banda zbójców. Emmet stanął do walki a wraz z nim Jane. Wywiązała się epicka strzelanina. Dwoje sprawiedliwych przeciwko bandzie zwyrodnialców. Pozbawiona litości dla ludzkich śmieci jakimi byli i zawszę będą wszelkiej maści bandziory zabijała ich jednego po drugim. Do walki zaczęli włączać się kolejni mieszkańcy osady. W centrum miasteczka główną rolę odgrywały odgłosy serii wypluwanych przez karabiny automatyczne, huk strzelb i świst pędzących kul. Przez ponad godzinę w Little Creek rozgrywał się krwawy spektakl w stylu dzikiego zachodu. Bandyci nie dali rady złamać oporu obrońców i pod huraganem ognia zaczęli wycofywać się poza miasto. W tym momencie dla Jane najważniejsza była zemsta i zaspokojenie żądzy krwi. Napędzana adrenaliną, z nadludzką determinacją biegła za niedobitkami zbójów. Biegła tylko w jednym celu by odbierać życie. Dziewczyna przez moment zamieniła się w anioła śmierci, który za pomocą pocisków wyszarpywał z ciał ludzkich śmieci esencję życia. Biegnąc raziła wrogów seriami. Kule ścinały z nóg kolejnych niegodziwców. Jednooki herszt bandy zdołał wskoczył na motor. Odpalił maszynę i odgrażając się  ruszył w kierunku spalonego słońcem pustkowia. Jane wycelowała karabin szturmowy. Niech stanie się sprawiedliwość - rzekła. Padł strzał. Anioł śmierci po raz kolejny tego dnia poprowadził pędzący z niewyobrażalną prędkością pocisk. Kula mknęła ku przeznaczeniu przecinając skażone powietrze. Zabójcza ręka opatrzności z niezwykłą siłą wbiła go w wyznaczony cel. Pocisk roztrzaskał czaszkę, przeszedł przez miękką tkankę i wyszedł prawym oczodołem wyrzucają gałkę oczną wprost na gorący pustynny piach...             

Na zdjęciu Signee figurka produkcji Hasslefree, którą pomalowałem bardzo dawno temu. Zdecydowałem się ją delikatnie odświeżyć. Mam nadzieję, że efekt widoczny po poprawkach wyszedł Signee na dobre.   














Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza